widok z okna

•lipiec 5, 2009 • Komentarzy: 9

coś na obiektywie siedzi.

Niebo nad miastem zdaje się mieć stalowoszary kolor. Zdaje się, bo nie mogę sobie ufać. W kwestii kolorów przynajmniej.

Stoję w oknie nowego mieszkania, z papierosem w ręku, popijając stygnącą kawę. Kiedy ostatni raz spokojnie paliłem papierosa? Kiedy ostatni raz spokojnie sączyłem kawę? Czy wtedy, stojąc w oknie biurowca w chłodną, wiosenną noc?

To wszystko zdaje się być tak odległe.

Myślę o tym wszystkim, co trzeba zrobić do końca tygodnia. Myślę o tych wszystkich torbach i pudłach do rozpakowania. Myślę, że nigdy nie przywiązywałem się do miejsc ani rzeczy.

Przywiązywałem się do ludzi.

Stąd wszystkie stołeczne biurowce wyglądają śmiesznie. Namiastka city w oddali. Tak daleko, i tak blisko.

Coś mi, psia mać, siedzi na obiektywie.

Networkuj albo giń

•lipiec 2, 2009 • 1 komentarz

palenie albo zdrowie...

W USA wielki, czarny motyl kryzysu na rynku nieruchomości uderza skrzydłami. W Polsce – pracę tracą bankowcy, doradcy finansowi… a także spece od reklamy czy dziennikarze. Nie jest to prawdziwy efekt motyla – pewne branże znalazły się w tarapatach niemal w każdym kraju powiązanym inwestycyjnie z „jądrem ciemności”. Można powiedzieć: rynek oczyszcza się z przerostu zatrudnienia, z rozdmuchanych struktur i nierentownych placówek. Marne to jednak pocieszenie – dla zwalnianych – że samoregulacja. I że inni mają równie źle.

Po szaleńczym wyścigu o lokale przy głównych ulicach i zatrudnianiu dodatkowych pracowników do ściągania klientów z rynku – nastąpiło pęknięcie. Niektóre otwierane z rozmachem placówki banków, jak i doradców finansowych – świecą pustkami. Niektóre z nich nie dotrwały nawet do oficjalnego otwarcia. Kolejne banki – BPH, Santander, ostatnio HSBC, ubezpieczyciel Link4 – szukają oszczędności w najbardziej kosztogennym sektorze zasobów – zasobów ludzkich.

Powstaje pytanie: czy nie dało się tego przewidzieć? Czy sprint do mnożenia placówek po horrendalnych kosztach nie wzbudzał zaniepokojenia jeszcze w zeszłym roku? Wzbudzał, ale w czasie hossy rzadko kiedy realistycznie podchodzimy do ryzyka. Ale o ile dla instytucji krach oznacza zmniejszenie zysku lub stratę, dla kilku tysięcy ludzi oznaczał koniec zatrudnienia.

Banki zdają się odzyskiwać przytomność – wciąż pojawiają się nowe oferty z nieśmiało rosnącym oprocentowaniem depozytów, powoli odżywa akcja kredytowa, teoretycznie wkrótce odblokowany zostanie system poręczeń kredytowych dla firm. Jaka jest szansa na to, że ci, którzy w ostatnim półroczu stracili pracę – szybko wrócą do branży? Z pewnością ci najlepsi – a przede wszystkim – najlepiej wpięci w sieć biznesowych (i nieformalnych) kontaktów – jeszcze długo będą unosić się na branżowej powierzchni. Ale sieci nie da się zbudować w kilka tygodni – a z pewnością niełatwo tworzyć ją w kryzysie.

Słowem, networkuj, albo giń. Albo przynajmniej zmień branżę.