Oszczędzamy?

•listopad 8, 2009 • 2 komentarzy

...podatki?

W ubiegły weekend „świętowaliśmy” Światowy Dzień Oszczędzania. Sądząc po danych NBP – świętowaliśmy go głównie… wydając. O ile wzrost konsumpcji to dobry znak dla gospodarki, o tyle źródło wydawanej gotówki – kredyty – pozostaje rosnącym zmartwieniem banków. Kryzys podobno mija. Kwota źle spłacanych wierzytelności wciąż jednak rośnie. W tym świetle zapewnienia Marka Kondrata w nowej kampanii reklamowej ING – iż Amerykanie powinni uczyć się od nas oszczędzania – brzmią bardziej jak żartobliwe podchodzenie rodzimych klientów „na ambicję”. W końcu nie możemy być od Amerykanów gorsi, prawda?

A prawda jest taka, że klimat do oszczędzania zdecydowanie się popsuł. Z raportu Newspoint wynika, iż lokaty i konta oszczędnościowe nadal są często poruszanym i dyskutowanym tematem, niemniej po drastycznych obniżkach oprocentowania depozytów z półrocza – trudno dziś o powalającą na kolana ofertę z dwoma cyframi – czy chociażby samotną siódemką. Przed przecinkiem, oczywiście. Także burza, jaka rozpętała się wokół lokat „antybelkowych” – opinia, iż de facto depozyty te powinny zostać zgłoszone do służb skarbowych – nie zachęca do składania pieniędzy w bankowych skarbcach. Całości dopełnia krok rządu postrzegany przez niektórych jako „zamach na oszczędności emerytalne”.

W tym wszystkim ciekawie prezentują się dwie akcje promocyjne banków – paraedukacyjna operacja drukowania „e-lementarzy” e-bankowości przez ING oraz nowa kampania reklamowa mBanku, oparta o skomputeryzowane „babcie”. Czy to znak, że szykuje się „skok” na być może niezbyt wysokie, za to regularne i stałe wpływy emerytów i rencistów? Jeżeli ZBP uda się wprowadzić planowane poprawki do przepisów o płacach i świadczeniach społecznych, rynek bankowy rozszerzy się o całkiem spory segment dotychczas nisko ubankowionych potencjalnych klientów. A to oznacza chociażby możliwość operowania dość sporymi – ze względu na skalę – osadami na praktycznie nieoprocentowanych rachunkach. Jak widać, pierwsze ruchy zostały już wykonane.

Rekomendacja T a ping-pong

•październik 25, 2009 • Dodaj komentarz

Na Rekomendację T czekamy już od zeszłego roku. W międzyczasie pojawiła się „pół-rekomendacja” SII dyscyplinująca banki m.in. w materii spłaty kredytów w walutach obcych; tuż przed wakacjami doczekaliśmy się ustaw o charakterze antykryzysowym. I – jak pokazuje praktyka – niefunkcjonalnych. Droga do litery T w elementarzu bankowych regulacji zdaje się nadal daleka. Dlaczego?

Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach. KNF chciałaby wymusić wyjątkowo skrupulatne badanie zdolności kredytowej każdego potencjalnego pożyczkobiorcy. Banki pytają: jak wiele obszarów życia, jak wiele kwitów mamy przeglądać? Zgodnie z projektem rekomendacji do wyliczenia możliwości zadłużenia się należałoby wliczać dość szeroki zakres stałych zobowiązań klienta – wyobraźnia podpowiada tu wszystko, co mieści się pomiędzy opłatami za paliwo czy ubezpieczenie samochodu, po analizę wyciągów z karty płatniczej czy kredytowej – co, jeśli zdecydowanie zbyt często (zdaniem algorytmu) dokonujemy zakupów w całodobowym sklepie osiedlowym? Granicę wyznaczyć może tu Generalny Inspektor Danych Osobowych, o opinię którego z pewnością zahaczą rozmowy między Komisją a Związkiem.

Trudno dziwić się Związkowi – każda dodatkowa procedura związana z badaniem zdolności kredytowej to dodatkowy czas – i koszt. O ile banki zdążyły przyzwyczaić klientów do haseł „decyzja w 24-48-72 godziny” – i wycofanie się z tego standardu da wytłumaczyć się kryzysem – o tyle koszty, jak zwykle, spoczną na kliencie. W postaci marży chociażby. To nie wspomaga konkurencyjnej walki.

Banki zdają się przekonywać – „ok, zanim uderzył kryzys, trochę poszaleliśmy z oceną ryzyka, ale wyciągnęliśmy wnioski i już sami zacieśniamy ryzykowe sito”. Pytanie, czy taki głos znajdzie zrozumienie w Komisji. Pytanie też, czy banki faktycznie wyciągnęły trwałe wnioski z ostatnich – i bieżących problemów – z nadmiernym, źle spłacanym zadłużeniem Polaków. Kredyty hipoteczne wciąż spłacane są w miarę rzetelnie, ale już w segmencie kredytów gotówkowych czy kart – widzimy rosnące zagrożenia. Dla wielu klientów prawdziwy kryzys dopiero się zaczyna – i za wcześnie na odtrąbianie końca recesji.

Nic nie wskazuje na to, by swoisty ping-pong związany z nową regulacją miał się ku końcowi. Póki co, nadal możemy się zadłużać. Ze zdecydowanie podniesionym ryzykiem, oczywiście.

Jak bezpieczny jest Twój eBank?

•październik 19, 2009 • Dodaj komentarz

Raport - Bezpieczeństwo w polskich bankach internetowych

Z serii bankowej – raport Michała Macierzyńskiego (Bankier.pl) o bezpieczeństwie w polskich bankach “internetowych”. Wystarczy kliknąć, aby pobrać raport w PDF (about 1MB).

„Staram się za pośrednictwem technologii więcej zrobić” – po znajomości

•październik 15, 2009 • Dodaj komentarz

...Lech Wałęsa vs Jacek Gadzinowski

Tym razem reklamowo po znajomości – rekomendacja – wywiad z Lechem Wałęsą na blogu Jacka Gadzinowskiego. GG.