O konsekwencjach grzebania w szufladzie…

w beznamiętnych słowach
i w głośnym milczeniu
w półmroku
w ciężkich kroplach deszczu
nie znajduję tego uczucia
Zajrzy człowiek do szuflad, pogrzebie, powyciąga i po piętnastu minutach zapomina już, czego pierwotnie szukał. Zapali sobie, zanuci, zaczyta się i będzie się zastanawiać – azali znalazł już to uczucie, czy może jeszcze nie.
Onegdaj znajomy zebrał sterty papierzysk od innych znajomych i popełnił tomik. Tomik w formacie kieszonkowym, drukowany na zwykłej atramentówce, z białym grzbietem z biurowej bindownicy. Dziś wypadałoby to nazwać antologią poezji depresyjnej – lepszej, gorszej, naznaczonej młodocianym wiekiem i zestawem niekoniecznie młodocianych doświadczeń. Pamiętam tę cichą dumę z czterech ostatnich stron, za które dziś nie zapłaciłbym więcej niż 2,50 “na piwo”.
Chomikowanie podobnych rzeczy leży w naturze ludzkiej. Czasem strach otworzyć szufladę, potem okazuje się, że jest pół dnia później, człowiek zapija czwartą kawę rechocząc nad zdjęciami sprzed wieków, a “poważna teraźniejszość” leży i kwiczy.
A PITa 8b jak nie było, tak nigdzie nie ma…

wiesz, zawartość Twoich szuflad zawsze była dla mnie fascynującą zagadką – jak na takiej małej powierzchni można zmieścić tyle rzeczy.. no zawsze można dopchnąć kolanem..
…nie można, ale… trzeba?
Oj poruszyłeś moją czułą strunę: szuflady i kartony po butach to najlepsze stanowiska na wykopaliska. Przeszłość – niekoniecznie literacka – dopada mnie tam. Spoglądają na mnie zapomniani antenaci, stare pożółkłe listy sprzed pół wieku i więcej przekazują ciekawostki i emocje. To wszystko przenosi mnie w inny świat. Bezpieczny bo miniony i bez… PIT i inszych niemiłych wynalazków
Wiosna za oknem, a ty taki nostalgiczny. Ja swoje szuflady już dawno wyczyściłam i powyrzucałam resztki zamknietych rozdziałów mojego życia – ewentualnie pochowałam w dobrze zakamuflowanych starych puszkach :)
ten bilet na artosis mam chyba taki sam… jutro sprawdzę.. dzięki, że mi ich przypomniałeś ;)
@Skem, szczerze się pyrzyznam – Artrosis z tego koncertu nie pamiętam. Albowiem wybraliśmy się konkretnie na Anathemę – zachwycającą notabene (podówczas) – zawsze się zastanawiałem, jak to możliwe, że zespół tak depresyjny studyjnie potrafi robić tak fajne “rodzinne” show z charakterem…
…poszukaj, poszukaj :-)
a ja za anathemą jakoś nigdy nie przepadałam, byłam na ich dwóch koncertach i nie trafiło do mnie nic a nic
W szufladach takowych drzemią niezmierzone skarby, pamiątki dobrych dni i lepszych, najlepszych. Czasem znajdzie się jakiś kapsel od przedpotopowej butelki oranżadowej, czasem zdjęcie przyjaciółki z kapciem w zębach i workiem foliowym na głowie, innym znów razem – potrzebne tydzień temu i arcyważne zaświadczenie, że to i tamto. Magia rzeczy rozwalonych. :)
@Siguna: tam od razu nostalgia… przepakowywałem do puszek :-)
@Lunetarius: zauważam, że z biegiem czasu zmienia mi się forma archiwizowania – coraz częściej stare zdjęcia, wspominki przodków i temat do wykopalisk znajduję na… płytach CD. Taka mała fuzja, starego z nowym…
@Skem: to inne czasy były, inne chwile, Artrosis wydawało mi się miejscami… zbyt mniękkie. Vader z drogiej strony…
Niemniej większe emocje budzi we mnie ten drugi, bardziej czerwony bilet. Ale to temat na oddzielny wieczór…
@Mag: foto ze stanikiem na oczach się liczy? ;-) Bo zaświadczenia to ni diabła…
nie martw się, wywiad skarbowy skutecznie upomni się o Twojego PITa ;] prędzej czy później :) do mnie już dzwonili, za jakąś współlokatorką, która wcześniej mieszkała tutaj gdzie ja bo narobiła bajzlu :D
także wiesz, masz z max. 3 lata za nim się kapną tak dokłądnie :):P
Szuflady! Ostatnio w ramach porządków wiosennych postanowiłam się wreszcie rozprawić z moją przeszłością. I co? I nic. Wykopałam stare szkice, kronikę IO w Barcelonie (kto pamięta turniej piłkarski ha?), kroniki wszystkich mistrzostw świata i Europy w piłce nożnej od 1994 r., wycinki o Kubicy (tak, tak śledziło się jego karierę od początku), fanowski zeszyt o NKOTB, historyczny, polski 2 numer BRAVO i kilka następnych, dwa zaczęte i niedokończone nigdy pamiętniki, listy itd. Trzy dni później gdy skończyłam lekturę zapakowałam to wszystko z powrotem do szuflady i już się cieszę na następne porządki. Tak za 5 lat :D
znajdłam, mój też zielony.. ale z 17 lutego
Hmm, nie jestem nawet pewien, gdzie był ten koncert. Ale coś mi się zdaje, że wracaliśmy przez pola Mokotowskie niosąc koleżankę, śpiewając “Janek Wiśniewski padł”…
może się znamy? masz coś wspólnego z #metalpl?
Skem, nie bardzo – a jeśli tak, to szczerze przyznam, że nie pamiętam, bo to dawno musiało być ;-)
W sensie, nie sądzę też, że się znamy skądinąd, ale możemy to zweryfikować #priv.
(tylko nie za bardzo #priv…:)