82. model do sklejania

Zdałem sobie sprawę z faktu, że od blisko dwóch tygodni nie zbliżyłem się nawet do blistrów. Sklejałem teksty, ciąłem teksty, malowałem teksty, stawiałem sieci bezprzewodowe i zamartwiałem się milionem papierowych spraw, a Bristol Beaufighter czeka spokojnie na parapecie. Na drugi silnik. Osłonę podwozia. Solidne farbowanie. I wszystko inne, co pozwoli mu kurzyć się w czynnej służbie armii bibelotów.
Pamiętam pierwsze modele sklejane blisko ćwierć dekady temu – zabawy co niemiara, części, które nie pasowały do siebie nawzajem, klej, który puszczał po połowie tygodnia i lekkim dotknięciu. Na pierwszy ogień poszedł bodajże Spitfire Mk. III – potem rosyjski(!) model F-5 Tiger, śmigłowiec Sikorskiego, AH-1 Cobra polskiej produkcji… nigdy nie zapomnę zachwytu jakością blistra A-4 – chyba pierwszego modelu “markowej” firmy. To były czasy…
Beaufighter przeleżał w szafie ostatnie pięć lat. Najmniej pięć lat. Dobrych lat, fatalnych lat. Obiecałem sobie, że wreszcie go posklejam – symboliczny koniec dzieciństwa, czy może?…
Dobrze mieć coś, co przypomina, żeby czasem oderwać się od codzienności.
~ przez Black Ops w dniu kwiecień 27, 2008.
Napisane w misc, szuflada
Tagi: bardzo ważne sprawy zamykane po pięcioletniej przerwi, czas wolny, dzieciństwo, modele, wewnętrzne dziecko

o to mój ma od dwóch lat w szafie pierwszy model do posklejania, może jeszcze mu się kiefyś o nim przypomni ;P
Młoda zobaczyła fotkę, rzuciła – oj, ty go musisz skończyć!
Szuflady i stare kartony po butach są najlepsze na tego typu rzeczy. Zawsze można do nich sięgnąć i wrócić w przeszłość.
ja nie mam miejsca na takie rarytasy xD
ciekawe tylko, czy jak skonczysz, to czy Ci go Mloda pozwoli zostawic gdzies na wierzchu, bo z przezyc wlasnych smiem twierdzic, ze nie ;)
Młoda pozwoli zostawić na wierzchu, bo … miłość wymaga poświęceń ;)
@siguna
taa, …milosc miloscia, a kurze z tego kto bedzie wycieral, a jeszcze uslyszy: “delikatnie, bo smigielko odleci” ;)
@Sal, tak się składa, że przynajmniej teoretycznie – odkurzam ja ;-)
Fatalistka jedna, no.
Nom, teoretycznie ;) A kurz się zbiera w praktyce. Niestety.
…kobiety małej wiary…
…a winny sie tlumaczy… ;)
Dla mnie takim przypominaczem dawnych czasów i codzienności stała się muzyka.
Hmm, tak patrzę na powyższe i na Lunetariusa wpis i myślę sobie, że jednak – to całe babranie się w szybkoschnącym kleju i cięcie się po palcach to dla mnie ucieczka nie w przeszłość, a wręcz przeciwnie. Może – odzyskanie małego wycinka z dawno dawno, tyle. Takie zmiękczanie rzeczywistości – ale bez sentymentu…
(ok, jestem przed 3 kawą i przybredzam)
u mnie muzyka nie byla nigdy “przypominaczem dawnych czasow”, moze dlatego, ze nie jestem entuzjastka ani zadnego stylu, ni tez zespolu… na mp-playerze mam 3GB muzyki w formie jednej wielkiej playlisty, i starocie z lat 60 i 70, duzo rocka, troche jazzu, troche polskiego wspolczesnego rapu, troche popowej sieczki, nieco kawalkow z poezyji spiewanej, troche szanty (bo dobrze mi sie przy nim zasuwa na rowerku po gorach) taki kulturowy misz-masz…
@salamandra – mamy czasy jak ja to mówię “miksów” – teoretycznie wszystko da się zmiksować, więc twój muzyczny misz-masz i playlista jest całkiem fajnym zjawiskiem. Ja sam lubię szerokie spektueum gatunków muzycznych, wykonawców itp. No ale 3GB muzyki na mp-playerze, to już full wypas :)