…take me where the grass is green…

...

Wychodziła uśmiechnięta na brzeg, wynurzając się powoli z nagrzanej letnim słońcem wody…
Wiem, każde kolejne zdanie jest coraz bardziej patetyczne. Jak tu jednak nie popadać w patos, gdy przymruża się oczy i widzi rzędy drzew tam, gdzie jeszcze przed chwilą żaluzje i szum klimatyzatora? Zupełnie przypadkowe stado koni, wodne lilie, przyjemny ból w naciągniętych od wiosłowania mięśniach, łyk zimnego piwa, książka spożywana na kocu rzuconym ot tak na pomoście. Brąz opalenizny. Błękit nieba. Zieleń trawy.
…krople wody spływały nieśpiesznie po gorącej skórze…

A do urlopu jakby coraz dalej.

~ przez Black Ops w dniu maj 20, 2008.

Odpowiedzi: 2 to “…take me where the grass is green…”

  1. zamiast piwa mojito poproszę, reszta może być ;) i żeby komarów nie było ;)

  2. …i żeby się dzieci rakiet nie czepiały…

Napisz odpowiedź