Meet Ms. Chainsaw

Gdzie te czasy, gdy zmuszenie aplikacji sieciowej do działania za pomocą przekleństw, kopniaków i wyjątkowo sprośnych obejść sprawiało frajdę o czwartej nad ranem? Gdzie ta radość z szybkich odpowiedzi serwera bazodanowego, z niemożliwości złamania własnych zabezpieczeń, z przycięcia kodu z 20 ekranów do trzech z zyskiem dla funkcjonalności? Gdzie ta fascynacja stukaniem w klawisze?
Monica paliła wyłącznie Marlboro, przy łóżku trzymała butelkę dobrego wina, ale piła je tylko z kieliszka, bo gwint to dopiero przy trzeciej. Zaczytywała się w Ojcu Chrzestnym i uparcie twierdziła, że książka jest lepsza niż film, a Luca Brassi… słuchała alternatywnej, ciężkiej muzyki, śmiesznie marszczyła brwi w przypływie niezadowolenia i wściekała się na choćby delikatną sugestię takich tam…
Monica nauczyła mnie podstaw obiektówki w środowisku Flasha. Niestety, nie zdążyła podszkolić mnie z rysunku.
Znalazłem ją dziś na jednej z zakurzonych płyt.
Poznajcie Monicę.

…zielonooki rudzieles :) …
witaj Moniko :)
Znalazłem jeszcze jej młodszą siostrę, która pracowała nad wdrażaniem świeżych pracowników instytucji pewnej w korporacyjną rzeczywistość – ale stwierdziłem, że nie będę się bardziej kompromitował. Niech wystarczy, że była nieco mniej kanciasta. I zdecydowanie mniej zielonooka.
…i mniej interaktywna.