…coz those goddamn zombies…

Dotarło do mnie, że nie potrafię się odprężyć. Tak normalnie, na spokojnie, z kieliszkiem wina w ręku, z papierosem, bez papierosa, z dobrym filmem, z książką, z głową wolną od stosu zupełnie istotnych spraw. Coraz więcej czasu zajmuje mi rozmyślanie o potrzebie relaksu, coraz mniej czasu zostaje na relaks. Ot, proza życia.
Tegoroczny urlop zapowiada się pracowicie – albo nad konsolą dźwięku, albo za celownikiem optycznym. Wymarzony wyjazd w palmy musi poczekać, wyknute podczas tramwajowych wojaży plany zawładnięcia światem takoż. Cóż, chciałem to mam.
I rzekł Pan: i choćbyś miał zwrócić się przeciw bratu swemu, podłogi pastować będziesz, a ukojenie znajdziesz i szczęśliwość doczesną…
- A we Wrocku, przy rynku, w Novocainie, dobre kolorowe drinki dają – mruknął Blackops, odkręcając butelkę “Pałacówki”.

Napisz odpowiedź