Jedna płetwa nie klaszcze

Mniej więcej rok temu, na Mazurach…
A tymczasem gdzie się nie obejrzę, widzę znajomych i mniej znajomych zakopanych po końcówki piór w użalaniu się nad sobą. Użalaniu tak dramatycznym, że współczesne, zielone jeszcze Emo pali się ze wstydu w rozgrzewce sparingu na brak chęci do życia.
I myślę o tych łabędziach, co trybem spacerowym, jedną płetwą, a jednak jakoś naprzód.
Szkoda, że nie mamy bułki.
Dla łabędzi.

Malkontentów ci u nas dostatek:-)
Swietne zdjecie. Ja, zdecowanie, wole sie poruszac przez zycie w tempie jednej pletwy ;)