Ostry seks i pasztet z myszy

Sorry. Nie mogłem się powstrzymać i chciałem sprawdzić teorię Fraglesiego. Stąd pierwsza część tytułu notki.
Druga… cóż. Patrzę na tę fotkę, wygrzebaną z jakiejś zakurzonej backupowej płytki i nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że to (nie)mój kot. W sensie, kot się zgadza, ale lokalizacja w tle jakoś mi czasowo się nie klei. A może to przez tę różową myszkę… (sic! ciekawe ile się wejść wygeneruje na hasło “różowa myszka”…)
Normalnie nie przejmuję się szczególnie statystykami odwiedzin. W przeciwieństwie do niektórych nie poczuwam się do obowiązku pisania dla mas, nie mam wobec tego poczucia niespełnionego obowiązku. Oczywiście, cieszy mnie, jeśli moja notka spotka się z jakimś odzewem, niemniej – to tylko sieć. W Realnym Świecie dzieje się zdecydowanie za dużo, by podchodzić do bloga, własnego bloga, bez należytego dystansu.
Tak na uboczu – najwięcej wejść z Google miałem przy okazji “Nie daj się” (nabrać), notki z łychą koparki przerzuconą przez mur na podwórko mojego dzieciństwa (dla tych, co nie znają tego starego kiepskiego żartu), co nieszczęśliwie koresponduje z tytułem jednej takiej piosenki jednej takiej “wypozycjonowanej”, jak mawia (o markach instytucji finansowych, co prawda) mój szef. Cóż, nieznane są ścieżki Pana Googla.

Dlaczego ta myszka mówi trochę po rosyjsku?
Nu pagadi!
Lepszym pytaniem jest: dlaczego ta myszka mówi?
Myszka mówi, bo to myszka komiksowa, a dokładniej fotkowo-blogowa, czyli poniekąd bajkowa..
…niemniej kot nie przychylił się do prośby. Takie już kocie drogi…
…plastikiem się nie najadł…
Osz! Ten temat “pozycjonowania” to jak pożar buszu.
PS. “W Realnym Świecie dzieje się zdecydowanie za dużo, by podchodzić do bloga, własnego bloga, bez należytego dystansu.” – oto powód dlaczego ja bloga nie mam :D
…do tej pory nie odpowiedziałem sobie na pytanie, właściwie po jaką cholerę bloga mam…
…ale ostatnio to dobra metoda oderwania się od pracy bez odrywania się od laptopa. Wygląda to… bardziej taktycznie, w końcu nikt w ekran mi nie zagląda, a w klawisze nadal klepię, znaczy się, pewnie pracuję :-)
black: i jak nabiłeś statystyki? u mnie po frazie “podniecenie” drugą frazą jest “dzikie dzieci” ;)
co do “W Realnym Świecie dzieje się zdecydowanie za dużo, by podchodzić do bloga, własnego bloga, bez należytego dystansu.” – oto powód dla którego trzeba traktować tak zwaną “blogosferę” (choć od pewnego czasu to słowo brzmi dla mnie jak inwektywa) z przymrużeniem oka
Black ja Ci pomogę :D Ty, masz bloga po to żebym ja na nim mogła się popisywać inteligencją, oczytaniem i czym tam jeszcze, czyli w skrócie komentować ;P
Od teraz zamiast po prostu klikać na link na mojej stronie, będę szukać twojego bloga wpisując w googla seks, ostry, różowa myszka i bibeloty. Ciekawe ile czasu zajmie mi dotarcie blackops :-)
Skem: w skali odpowiedniej d mojego bloga, tak. Choć i tak nadal najwięcej wyszukań łapię po frazach z tego nieszczęsnego opowiadania.
Non: be my guest.
Eathen: dwa dni temu był na 6 stronie Pana Googla… teraz nie wiem. Niemniej, miło Cię tu widzieć ;-)
a ja wiem gdzie to było :] 100%
Hmm… jakaś wskazówka? Bo mam dwa miejsca do wyboru i ni diabła nie mogę sobie skojarzyć…
Tarczyńska
Tak sądziłem…