Oszczędzamy?

...podatki?

W ubiegły weekend „świętowaliśmy” Światowy Dzień Oszczędzania. Sądząc po danych NBP – świętowaliśmy go głównie… wydając. O ile wzrost konsumpcji to dobry znak dla gospodarki, o tyle źródło wydawanej gotówki – kredyty – pozostaje rosnącym zmartwieniem banków. Kryzys podobno mija. Kwota źle spłacanych wierzytelności wciąż jednak rośnie. W tym świetle zapewnienia Marka Kondrata w nowej kampanii reklamowej ING – iż Amerykanie powinni uczyć się od nas oszczędzania – brzmią bardziej jak żartobliwe podchodzenie rodzimych klientów „na ambicję”. W końcu nie możemy być od Amerykanów gorsi, prawda?

A prawda jest taka, że klimat do oszczędzania zdecydowanie się popsuł. Z raportu Newspoint wynika, iż lokaty i konta oszczędnościowe nadal są często poruszanym i dyskutowanym tematem, niemniej po drastycznych obniżkach oprocentowania depozytów z półrocza – trudno dziś o powalającą na kolana ofertę z dwoma cyframi – czy chociażby samotną siódemką. Przed przecinkiem, oczywiście. Także burza, jaka rozpętała się wokół lokat „antybelkowych” – opinia, iż de facto depozyty te powinny zostać zgłoszone do służb skarbowych – nie zachęca do składania pieniędzy w bankowych skarbcach. Całości dopełnia krok rządu postrzegany przez niektórych jako „zamach na oszczędności emerytalne”.

W tym wszystkim ciekawie prezentują się dwie akcje promocyjne banków – paraedukacyjna operacja drukowania „e-lementarzy” e-bankowości przez ING oraz nowa kampania reklamowa mBanku, oparta o skomputeryzowane „babcie”. Czy to znak, że szykuje się „skok” na być może niezbyt wysokie, za to regularne i stałe wpływy emerytów i rencistów? Jeżeli ZBP uda się wprowadzić planowane poprawki do przepisów o płacach i świadczeniach społecznych, rynek bankowy rozszerzy się o całkiem spory segment dotychczas nisko ubankowionych potencjalnych klientów. A to oznacza chociażby możliwość operowania dość sporymi – ze względu na skalę – osadami na praktycznie nieoprocentowanych rachunkach. Jak widać, pierwsze ruchy zostały już wykonane.

~ - autor: Black Ops w dniu listopad 8, 2009.

Odpowiedzi: 6 to “Oszczędzamy?”

  1. Czy my możemy być od Amerykanów gorsi?
    To jest dobre pytanie. Biorąc pod uwagę tradycje “kreacji” pieniądza w USA – może lepiej by było gdybyśmy nie patrzeli zbyt intensywnie w tamtą stronę i myśleli samodzielnie. Bo nas może bardziej zaboleć. I boleć dłużej.

    • Też fakcior, ale z drugiej strony – kreujemy sobie wirtualne łaty na budżet, przy okazji kreując potencjalne dziury w systemie emerytalnym… krótka ta kołderka jest.

  2. No…Mowiac oszczedzamy, wypadaloby zadac pytanie: Po co, konkretnie? Co jest celem, co ma byc namacalnym rezultatem naszego oszczedzania?
    No,bo chyba nie dlatego ze jest “kampania” i stopy procentowe zostaly podniesione o 1%?

    PS. vi.the.q to chyba hlb i robi sobie jaja…

    • Nie krępuj się, Inspektorze, możesz zadać to pytanie, jeśli uważasz, że wypada…

      • Mam na mysli, ze bank (czy jakas instytucja, np.panstwo) rekomendujac swym klientom oszczedzanie, w gruncie rzeczy twierdzi ze wartosc pieniadza pojdzie w gore (rewaluacja?) i ze warto poczekac z konsumpcja. Skad bank moze to wiedziec?
        Ja sie obawiam, ze nie o interesy oszczedzajacego tu idzie, lecz owych instytucji, ktore z jakichs powodow chca te grosiki sciagnac na swoje konta…
        Hm, jak myslisz Drogi BlackOps, moze w tym byc zdzieblo prawdy, czy tez po prostu paranoja mnie sie rozwija…

        • To jest raczej oczywiste – banki nie zachęcają do oszczędzania bezinteresownie. Potrzebują depozytów – do obrotu, do nowych kredytów, do utrzymywania współczynnika wypłacalności. A że na tym oszczędzaniu można jeszcze zarobić… co prawda niewiele, ale zawsze. To nie Twoja paranoja, to prosta zasada działania rynku finansowego – banki chcą zarabiać, i czasem dzielą się resztkami tego zarobku z klientami, ot co.

          Ale jak dla mnie chwilowo banki raczej zniechęcają do oszczędzania – oprocentowanie lokat i kont oszczędnościowych spadało od początku roku, w maju średnio spadając nawet poniżej poziomu opłacalności. Jednocześnie znów pojawiają się oferty kredytów konsumpcyjnych – wiadomo, święta idą – choć o ten kredyt coraz trudniej nawet stałym klientom. Co ciekawsze, banki całkiem nieźle żyją sobie z tzw. osadów na kontach – kwot na nieoprocentowanych rachunkach operacyjnych (nie ma już chyba w ofercie RORów, czyli kont, które byłyby wprost – sensownie – oprocentowane), których klienci nie przenoszą na rachunki oszczędnościowe. Nie każdemu chce się żonglować gotówką nawet po własnych kontach – z punktu widzenia klienta taka gotówka nie zarabia, a nawet traci na wartości. Z punktu widzenia banków… cóż.

Dodaj komentarz